W Skokowej na remis

Wczoraj na dalekiej północy w Skokowej swój kolejny ligowy mecz rozgrywali nasi oldboje. Na taki wyjazd zdecydowali się tylko najtwardsi z naszych zawodników, dlatego mecz przyszło nam rozgrywać w składzie 11 + 1,5. Na boisku musieli z konieczności grać piłkarze, którym klubowy lekarz (gdybyśmy takiego mieli ;-P) niewątpliwie zabroniłby tak szalonego kroku. Grał Krzysiek ze złamanym palcem u nogi notując jedno ze swoich lepszych spotkań w tym sezonie. Mirek będący na kuracji antybiotykowej dał z siebie wszystko, jak zwykle dając drużynie swój spokój i pewność w obronie. Z powodu osłabienia nie mógł niestety dograć meczu do końca. Z konieczności w jego miejsce wszedł Radek, który przez kontuzję kolana (wciąż niewyleczonej) pauzuje od początku tego sezonu. Nie przeszkodziło mu to jednak w skutecznej i bardzo odważnej grze w formacji obronnej.

Po wygranym losowaniu na początku meczu, nauczeni doświadczeniem z Godzięcina (Irek pamięta 😉 ) wybraliśmy grę ze słońcem i z wiejącym wczoraj wyjątkowo mocno wiatrem. Mimo tragicznej sytuacji kadrowej nasza drużyna przystąpiła do spotkania bardzo zmotywowana. Prostymi, ale skutecznymi zagraniami (głównie długimi prostopadłymi piłkami) raz po raz udawało się rozmontować obronę przeciwnika. Co prawda kilkukrotnie zawodziła skuteczność w sytuacjach sam na sam z bramkarzem, jednak pierwszą połowę udało się zamknąć wynikiem 3:1 dla nas, choć spokojnie mogło być nawet 5:1.

Bramki zdobyli dla nas Łukasz vel. Szwagier, Grzesiek Rzeszutek i Jarek.

W drugiej części widowiska nie było już tak dobrze. Słońce i wiatr dały o sobie znać, tym razem pomagając Dolpaszowi Skokowa. Dodatkowo do głosu po raz kolejny doszły nasze problemy z brakiem rezerwowych. Przeciwnik rotował składem, a my z minuty na minutę traciliśmy siły i co za tym idzie jakość gry. Gdy z boiska musiał zejść Mirek, rozpoczęła się klasyczna „obrona Częstochowy”. Zamknięci na własnej połowie tylko sporadycznie przeprowadzaliśmy niepewne ataki, skupiając się bardziej na wybijaniu piłki z własnego pola karnego, niż na składnym rozgrywaniu akcji. Poskutkowało to utratą drugiej bramki. Gdy wydawało się, że jednak korzystny wynik uda się dowieść do końca spotkania, po zamieszaniu na polu karnym gospodarze doprowadzili do wyrównania. Jak się okazało, była to ostatnia akcja meczu – sędzia nie pozwolił już nawet na wznowienie gry, odgwizdując koniec meczu.

Pozostał wielki niedosyt i świadomość, że gdybyśmy przyjechali w normalnym składzie, wyniku nie wypuścilibyśmy z rąk. Jednocześnie wynik 3:3 jest chyba sprawiedliwy i oddaje obraz spotkania. Nie możemy bardzo narzekać, choć trzeba przyznać, że w szatni padło kilka mocnych słów, bo w kilku elementach można było poprawić naszą grę i jednak pokusić się o zwycięstwo.

Gratulujemy piłkarzom Skokowej hartu ducha i gry do końca oraz dziękujemy za tradycyjnego, pysznego pomeczowego grilla. Do zobaczenia w Wilkszynie w rundzie wiosennej 🙂